|
|
 |
Pierwszy aparat fotograficzny dostałem w piątej klasie szkoły podstawowej. Niestety nikt mi nie powiedział, że trzeba wywoływać filmy, więc za każdym
razem gdy zrobiłem film wyjmowałem go z aparatu i patrzyłem pod światło.
Ponieważ nic na nim nie było widać miałem ochotę podłożyć bombę pod sklep w
którym kupiono taki kiepski aparat. Trwało to ładnych parę filmów. W ten
sposób doszczętnie straciłem cały dorobek początkowego okresu swojej
twórczości. Jednak już wtedy wiedziałem, że będę fotografował kobiety, a
nawet nagie kobiety. Przełomowym momentem utwierdzającym mnie w tym
postanowieniu było pojawienie się w mojej szkole nowej nauczycielki od zajęć
praktyczno-technicznych. Pani ta nieświadoma widać swego oddziaływania na
fiutki uczniów przychodziła na zajęcia w spódniczce mini na wysokich
obcasach oraz sweterku z głębokim dekoltem. Miała 25 lat i była bardzo
zgrabną atrakcyjną brunetką ze stojącym biustem (że nie wspomnę o sutkach).
Było to bardzo zaraźliwe w rezultacie czego każde półtoragodzinne zajęcia
odbywałem na stojąco... Wogóle nie chciało mi się na nich siadać. Wtedy też
postawiłem sobie za punkt honoru sfotografować panią nauczycielkę jak
najbardziej sexy. Z reguły zdjęcia robiłem podczas zajęć tak, żeby tego nie
zauważyła. Tym sposobem zostałem pierwszym w historii naszej szkoły
paparazzim.
Następny, bardziej świadomy okres mojej twórczości rozpoczął się z chwilą
rozpoczęcia nauki w liceum. Szybko zauważyłem, że niektóre koleżanki z klasy
dorównywały, a nawet przewyższały poziomem rozwoju fizycznego wspomnianą
wcześniej nauczycielkę z podstawówki. Były też znacznie bardziej chętne do
pokazywania swych wdzięków przed kamerą. Przestałem więc być paparazzim i
stałem się jawnym fotografem koleżanek. Śmiało mogę powiedzieć, że po
kontakcie ze mną i moim aparatem wiele z tych dziewcząt podjęło właściwą
decyzję życiową i nigdy nie zostało modelkami. Za czasów licealnych zacząłem
również zauważać, że na zdjęciach wychodziły najlepiej niekoniecznie
dziewczyny uważane przez moich kolegów za najatrakcyjniejsze. Do końca
liceum moje zmysły były jeszcze setki razy bombardowane rozsadzającymi
czaszkę i nie tylko dawkami seksu. Mało kto by to zniósł bez uszczerbku dla
zdrowia psychicznego. Na szczęście uprawiałem wtedy jogę i szybko
dochodziłem... oczywiście do równowagi duchowej.
Po ukończeniu liceum przyszła pora na studia. Wybrałem wydział Fizyki
Technicznej i Matematyki Stosowanej na Politechnice Gdańskiej. W tym czasie
zacząłem regularnie uprawiać pogłębiającą kontakt z płcią przeciwną
dyscyplinę sportu taniec towarzyski. Doszedłem w tym do takiej wprawy, że
zacząłem wygrywać ogólnopolskie turnieje taneczne. Do dziś uważam, że
tancerki są najlepszymi fotomodelkami zwłaszcza gdy chodzi o akty.
najlepszymi fotomodelkami zwłaszcza gdy chodzi o akty. Mają przyjemnie
umięśnione ciała i niesamowitą łatwość przyjmowania podczas sesji pozycji w
których wyglądają naprawdę pociągająco. Do repertuaru zauważanych przeze
mnie w tym czasie zalet u modelki oprócz fizyczności dołączył intelekt.
Odkryłem, że studentki są bardziej seksowne od licealistek bo są bardziej
rozpalone... oczywiście intelektualnie. Nieraz rozpalały się w czasie sesji
tak bardzo, że trudno było je ugasić. Pomyślałem sobie wtedy - Nie ma
głupich, sfajczy mi się aparat i czym ja będę zdjęcia robił. Postanowiłem
być ostrożniejszy.
Podczas studiów, poziom moich zdjęć znacznie już przekraczał standarty
obowiązujące w prasie codziennej. Nawiązałem wtedy stałą współpracę z
gdańskim oddziałem Gazety Wyborczej oraz popularną trójmiejską ukazującą się
o siódmej rano popołudniówką Wieczorem Wybrzeża. W "Wyborczej" robiłem
zdjęcia poważne, a w "Wieczorze" jak to uroczo określano dupy. Współpraca z
obu tymi gazetami trwała jeszcze wiele lat po zakończeniu studiów.
Opublikowałem w nich łącznie ponad tysiąc zdjęć.
Następny skok jakości w mojej twórczości był kosmiczny. W 1966 roku zrobiłem
swoje dwie pierwsze rozkładówki do polskiej edycji PLAYBOY'A. Spodobały się
na tyle, że wkrótce stałem się fotografem na stałe współpracującym z tym
czasopismem.
Przed moim obiektywem pozowało dotąd blisko pół tysiąca kobiet. Połowa z
nich rozebrała się, a tylko kilkadziesiąt rzeczywiście miało się rozebrać.
Modelki często przypisują mi "nadprzyrodzoną" zdolność przekonywania do
rozbierania się przed obiektywem. Wiele z nich nie myśląc wcześniej o
pokazywaniu wszystkich swoich wdzięków, po rozmowie ze mną decydowało się na
zrzucenie z siebie ubrań. Nie jestem jednak podrywaczem tylko
profesjonalistą. Fotografem zajmującym się uwiecznianiem na zdjęciach piękna
kobiecego ciała, które dla mnie jest najwyższą formą piękna.
|
 |
|